Uczniowie piszą...

Wiersze autorstwa Zosi Gazdy z VIa

 

1

 

Chcę krzyczeć i krzyk usłyszeć

Bo ludzie boją się krzyku

Chcę latać i ptaka wolność zobaczyć

Bo zakazana jest wolność

Zakazane jest szczęście

Zakazana jest miłość

Nikt się nie uśmiecha- uśmiechu się boją

Nie chcą widzieć drzewa

Bo drzewo jest spokojem

Kolorowych zamykają- żyją wbrew ich prawu

Żyć na takim świecie nie chcą

Lecz zmian się obawiają

Żyją więc nadal

Szarzy

Szarzy ludzie

Pędzą w dzień

W dzień szarawy

Bez cienia

Bez cienia uśmiechu

 

2

Umarł poeta! Umarł świat!

Już nie ma kolorowych balonów

Zamknął się kwiat

Lecz ludzie niby roboty zimne

Nie zauważają gwiazd

Nie czytają poezji ni książek

Uczucia znikają przestają mówić "tak"

Umarł poeta! Umarł świat!

Jedynym człowiekiem jest artysta

Lecz teraz nie ma go wśród nas

Och, jaki szary zrobił się świat!

Przygasły zorze nawet słońca blask

Nie ma nic

Poeta już zmarł

 

Wiele ballad o miłości ułożył

Lecz swoje pióro nagle odłożył

Nie doceniono jego twórczości

Oddano je nicości

Poetę wyśmiewali

Wcale nie doceniali

Siedzi więc teraz upadły artysta w kącie

Coś mu się język plącze

O swym dziele nigdy nie wspomni

Niech mu się nigdy nic nie napomni

Bitwy zaprzestał

Życie sam diabeł odessał

Nie tworzy już- umierający poeta

 

3

 

Do serca prawice przyłożył

Słowo honoru dał generałowi

Wygra tę bitwę, żołnierz piechoty!

Już pędzi w wrogie okopy

Już strzał wymierza celny

Lecz nagle, o zgrozo, sam stał się celem!

Zdążył zobaczyć jedynie, że on nie jeden

Obietnicę daną wypełnił, wroga z nóg powalił

I z uśmiechem na wznak się położył

Żołnierz piechoty

 

4

Kojące dla uszu

Plastrem dla serca

Trzaska ogień w ognisku

Dźwięk książek na ledwo stojącym regale

I głucha noc

Tak koi umysł

Pusty umysł

Dusza artysty wyleciała

Wyszła z mego ciała

Pozostała tylko myśl

O uzbrojonym żołnierzu

Co świeżością kwiaty pachnące do wazonu wkłada

Lecz to bez sensu

-czy to jakaś nowość

Wsłuchuje się dziadek w tykanie zegara

Śmierć mu przybliża

Dźwięk codzienności

Ja dziecina mała

Bo cóż wiem o życiu

Tylko tyle że świat szary

Ludzie chorzy

Że zawsze śmierć

Lecz jest gdzieś i życia początek

Tam gdzie księżyc się zapala

Gdzie się chowa wśród drzew

Uśmiecha się plastikowa lala

I tu znowu- gdzie sens

 

5

Jakże wielkie moje plany na przyszłość były

Chciałem malować, tańczyć, śpiewać

Chciałem w końcu na coś zapracować

Chętnie bym życie swe uporządkował

W teatrze swą karierę zapoczątkował

Stałbym się także słynnym pisarzem

Lecz tak nagle sen mnie zmorzył

Do powiek jakby ktoś wagony przyczepił

Ciało obezwładnił

Był to więc podstęp!

Diabeł na mą karierę czyha

A ja bezradny taki, bo cóż mogę poradzić?

Sen mi tylko został

I me plany wielkie

Ktoś mi je odebrał

Karierę wielką zażegnał

 

 

Powieść Szymona Burdy z kl.VIa

Rozdział I
Bitwa na Pelane'T

- Harria [Harija]! - krzyknął Kare [Ker], wojownik walczący niedaleko białowłosej kobiety, do której właśnie krzyczał. Jej srebrna zbroja płytowa połyskiwała w blasku jarzącego się słońca. Miała na sobie także srebrne nagolenniki i naramienniki. Na stopach nosiła czarne, opancerzone buty, a na dłoniach grube czarne rękawice. Kare był ubrany jak Harria; zbroja dobrze na nim leżała. Nie był, ani wysoki, ani niski, był raczej przeciętnego wzrostu. Jego krótkie, kruczoczarne włosy były nieco ubrudzone od piasku, kurzu i krwi. Miał błękitne oczy. Harria odwróciła się i rzuciła Kare'owi jeden z dwóch mieczy, które trzymała. Walczyła z trzema okropnymi stworami: grunglakiem, errą i nagą.
Nagle dało się słyszeć głośny ryk. Większość walczących, łącznie z Harrią i Kare'em, odwróciła się w stronę, z której go usłyszeli. Zobaczyli wielkiego demona o zakręconych rogach przypominających baranie. Miał czarną skórę, na głowie i w górnej części masywnego brzucha oraz na ramionach czerwoną ; kopyta na swoich masywnych nogach, wielkie łapska, ogromną paszczę, wielki nos i duże, żółte oczy. Wielkością dorównywał mamutowi!
Harria szybkim machnięciem ręki odcięła mieczem erzie głowę, a nadze brzuch. Puściła się pędem w stronę demona.
Kobieta rzuciła mieczem w grunglaka, z którym przed chwilą walczyła, zabijając go. Skoczyła na wysokość dwudziestu metrów na plecy potwora miażdżącego i pożerającego ludzi z jej armii. Wszyscy byli zdziwieni tym, że człowiek może tak wysoko skoczyć! W rzeczywistości była ona wampirzycą, lecz nikt, prócz niej i wampirów z Vampirestad o tym nie wiedział, nawet jej ukochany, Kare.
Zaczęła wbijać pazury w kark stwora; wył z bólu. Wyłupała mu oczy, po czym zaczęła przecinać mu szyję. Po chwili demon padł martwy na ziemię. Na wampirzycę rzuciło się wiele różnych kreatur. Po chwili się z nimi rozprawiła.
Kare i Harria popatrzyli na siebie, po czym z okrzykiem bojowym na ustach rzucili się w wir walki. Dołączyły do nich armie: ludzi, elfów, krasnoludów, trolli, garstka mrocznych elfów, a nawet orkowie. Wspierani byli także przez armie barbarzyńców i ich dzikich zębaczy. Walczyli przeciwko: grunglakom, czyli rasie byków utrzymujących się w pionie i walczących toporami (byli podobni do Minotaura z mitologii greckiej i często minotaurami nazywane były, mimo iż nie było to trafne określenie, byli oni bowiem nie tak ''szaleni'' jak Minotaur), nagom, damom o wężowym ciele, łysej głowie (na której często nosiły hełmy) i sześcioma ramionami, w których trzymały swoje miecze, którymi potrafiły się świetnie posługiwać. Potężnymi przeciwnikami były nieco podobne do nag erry. Były one także wężowymi damami lecz o dwóch ramionach i ''włosach wężowych'' (lecz nie potrafiły zamieniać w kamień jak gorgony). Były wredne- jeśli chodzi o charakter- zarozumiałe, chciwe i chętne do walki (a walczyć potrafiły znakomicie; tworzyło to z nich groźne przeciwniczki). Przeciwnikami armii ''dobra'' (niektóre były takie tylko na okres bitwy) były także gobliny, ogry, demony (które odgrywały tutaj najważniejszą rolę) i pomniejsze kreatury.
Armie dobra znacznie przegrywały (co było widać). Pewnie odnieśliby dotkliwą klęskę, gdyby nie to, co zdarzyło się lada chwila.
Z portalu, z którego wcześniej wypełzły demony, wyłoniły się serafie. Był to rodzaj mitycznej, potężnej rasy aniołów z Dziewiątego Świata. Były odwiecznymi strażniczkami wszystkich ras, nawet bogów, którzy sami o tym nie wiedzieli! Miały oczy zasłonięte jakby czarną, naoczną maską, nie była to jednak maska. Miały jakby pomalowane oczy, lecz nie było to zmywalne; była to jakby maska wmocowana w skórę serafii. Miały białe oczy (tylko białka). Miały odsłonięte ciała: na nogach, na rękach i na brzuchu. W zasadzie chodziły w samej tunice, odsłoniętej na brzuchu, butach i rękawicach, za wyjątkiem dowódczyni, ta nosiła białe ubranie (które wyglądało jak ze skóry, lecz było dużo wytrzymalsze niż zbroja), z wieloma czarnymi pasami bo bokach. Kapłanki nosiły białe szaty, z paroma żółymi pasami z boku. Tylko jedna z nich nosiła brązową szatę, lekko postrzępioną. Wszystkie serafie (za wyjątkiem kapłanek) miały białe lub blond włosy, ułożone w dwa kucyki, których zniszczyć się nie dało (chyba że odciąć) z nie wiadomo jakiej przyczyny. Całkowitym wyjątkiem była zakapturzona anielica w brązowej szacie, nie miała blond włosów, była szatynką! Nie pasowało to do serafii. Nie miała także czerni przy oczach, ani pustych białek, miała zwyczajne oczy! Wszyskie serafie, za wyjątkiem kapłanek, które były tylko trzy (dwie w białych szatach i jedna w poszarpanej, brązowej, która na serafię nie wyglądała), miały ''skrzydłoostrza'', metalowe, przypominające szkielety skrzydeł ostrza (przynajmniej serafie używały ich jako broni, choć w sumie więcej służyły im jako ozdoby).
Ich przywódczyni wydała rozkaz ataku, więc jej wojowniczki zaczęły wybijać nieprzyjazne armie, a z szczególną zawziętością armie demonów, swych największych wrogów.
Wojska dobra nie mogły się przez dłuższy czas poruszyć ze zdziwienia, lecz gdy się w końcu się ''obudziły'', dołączyły do serafii.
Po pewnym czasie dobro zwyciężyło. Demony zostały ''wepchnięte'' do portalu, a inne monstra rozproszone po całej Ankelii, świecie, w którym dzieją się te niezwykłe wydarzenia.
Po zakończeniu bitwy władcy, przywódcy i ważniejsze osoby wszystkich ras Świata Drugiego, czyli Ankelii, podeszły do serafii. Król królów ludzi był ubrany w czerwoną, jedwabną, zdobioną szatę bitewną. Miał czarne włosy, które sięgały mu prawie do ramion i zielone oczy. Na głowie nosił złotą koronę, zdobioną licznymi kamieniami szlachetnymi. Rzekł do dowodzącej serafii:
- Jam jest Ązeb Wspaniały, król królów ludzi Ankelii, Drugiego Świata Portalu. Gdyby nie wy bylibyśmy zgubieni.
- Ja jestem Sereil'en [Serejlien], dowódczyni serafii, Strażniczek Światów. Pochodzimy z Dziewiątego Świata.- odpowiedziała przywódczyni anielic.
Wszyscy byli zdziwieni. Ze świata, do którego nawet bogowie nie mieli wstępu wyłoniły się potężne anielice, które pomogły im w ostatniej chwili.
- Przegrywaliśmy z kretesem...- mruczał Ązeb- ...a wasza garstka przepędziła całe ich zastępy? To dlatego bogowie nie mieli wstępu do Dziewiątego Świata, byłyście tam wy, potężne istoty, potężniejsze może nawet od bogów... nie dawałyście im przejść...
- Jesteśmy zmuszone tutaj zostać- rzekła Sereil'en- Portal musi zostać zamknięty, w przeciwnym razie demony powrócą...
- Tutaj?!- wykrzyczał któryś z żołnierzy ludzkich.
- Tak- potwierdziła Sereil'en.
- Ale w miastach nie ma miejsca!- wykrzyczeli żołnierze.
- Czy macie tu trochę ziem, by wybudować klasztor?- spytała Ązeba anielica.
- W Szóstgórzu jest jedno miejsce- zaczął król- mamy tam wolną przestrzeń, bo nie wiedzieliśmy co tam wybudować. Trzymaliśmy to na specjalną okazję, a wy uratowałyście nasz świat, więc...
- Dziękuję w imieniu moim i moich sióstr- odpowiedziała Sereil'en- Będziecie mieć z nas dobrych sąsiadów!- dodała z uśmiechem.
- A co z wami potem będzie?- zapytał ciekawski krasnolud Gtuhr [Gtur], władca Gendephle [Gędeflu].
- Jeśli będzie trzeba... pomożemy.
- A co jeśli ktoś was zaatakuje, albo zdenerwuje?- spytała Harria.
- Zabijemy.
Zapadła cisza. Niedługo potem wszyscy wyruszyli na wschód, w stronę słynnego w całej Ankelii Szóstgórza. Po długim marszu przeszli całą Świętą Polanę, na której niedawno toczyła się największa w dziejach Ankelii bitwa, Bitwa na Pelane'Te.
- Dlaczego to się nazywa Pelane'Te?- Sereil'en zapytała Eilieen [Ejlien], elficką główną królową Ankelii.
Była ona ubrana w piękną zielono- złotą szatę, która wewnątrz była biała jak mleko. Miała brązowe, długie, piękne włosy ,a także piękne, zielone oczy. Na głowie nosiła złocistą koronę zdobioną pięknymi kamieniami szlachetnymi.
- W ankelijskim języku oznacza to ''Święta Polana''. Pelane znaczy ''święta'', a ''te''- polana.- odparła elfka.
- Dlaczego jest nazywana ''świętą''?
- Niegdyś, gdy bogowie odkryli ten świat, uświęcili tę polanę, na którą wyszli z portalu. Miała chronić nasz świat przed złymi mocami. Wytrzymała... aż do dziś.
- Jak bogowie odkryli wasz świat?
- Kiedyś nasi bogowie, istoty zamieszkujące Świat Pierwszy zdecydowali się... właściwie to Izabeel [Izabel] się zdecydowała...
- Jaka Izabeel?
- Bogini: piękności, mądrości, sprawiedliwości, urodzaju, sprawiedliwej wojny i dobra. Stwierdziła, ponoć z nudów, że trzeba by było sprawdzić, co dzieje się poza wielkim Pałacem Bogów, bo przecież coś musi być! Zwróciła się z tym do Golana, króla bogów. On z początku był na to nastawiony negatywnie, lecz w końcu zgodził się. Izabeel zebrała boginie i bogów, nawet samego Golana i stworzyła z ich pomocą wielki Portal Światów. Był on jednak niestabilny, do utrzymania go w tamtym świecie było potrzebne coś właśnie z tego świata, coś cennego i co najważniejsze potężnego. Izabeel chciała zabrać Srebrny Diament Bogów jako Kamień Portalu Świata Pierwszego, gdyż tak nazwała go Izabeel, ponieważ był pierwszym światem jaki znali. Golan nie zgodził się, był do niego zbyt przywiązany. Izabeel wyprosiła go, w końcu była boginią piękności! Bogowie stworzyli portal połyskujący ciemnym, a także jasnym fioletem, był on taki we wszystkich światach. Przenieśli się do Drugiego Świata Portalu. Zastali tam piękny świat ze zwierzyną, monstrami, roślinami i tym co jest w podstawowym świecie. Izabeel stwierdziła, że trzeba byłoby zaludnić świat. Stworzyła, na swoje podobieństwo, rasę elfów, stąd spiczaste uszy, Izabeel też takie miała. Elfy sobie żyły i żyły, aż wreszcie Daheelkth [Dahelt], bóg mroku stworzył rasę podobną do tej stworzonej przez Izabeel, rasę mrocznych elfów. Były one nieprzyjazne wobec elfów, często doprowadzały do większych sprzeczek, bitew, a czasem nawet do długich wojen. Następną rasą stworzoną przez bogów, była rasa stworzona przez boginię mroku, żonę Daheelkth'a, Varieel [Wariel], była to rasa krwiożerczych istot z nadprzyrodzonymi mocami- wampirów. Najniższy z bogów, długobrody, kowal Goldren stwierdził, że nie może być gorszy więc stworzył niską, jak on, długobrodą, także jak on, rasę krasnoludów. Chwilę później bóg ognia i krwawej wojny O'rkhę'd [Orkhend], wymyślił rasę orków. Byli oni obrzydliwymi istotami, chciwymi, skłonnymi do walki. Po jakimś czasie bóg górnictwa, brzydki Truel przyznał się do stworzenia górniczej, neutralnej rasy. Były nią podobne do Truel'a, tak samo brzydkie trolle. Stworzył je jeszcze wcześniej niż Goldren krasnoludy, lecz później niż Varieel wampiry. Golan stwierdził, że skoro tylu bogów stworzyło tyle ras na swoje podobieństwo, to on także musi to zrobić! Stworzył więc ludzi, rasę, która miała władać innymi. Wszystkie rasy były, przynajmniej charakterem, podobne do stwórcy. Elfy mądre, sprawiedliwe, piękne, dobre, potrafiły uprawiać ziemię, polować i świetnie walczyć. Najwięcej było wśród nich znakomitych łuczników, Izabeel sama potrafiła doskonale strzelać z łuku. Mroczne elfy były, no cóż... mroczne! Tak samo jak ich stwórca, Daheelkth. Chciały mieć wszystko dla siebie, bez przerwy się wywyższały i trzymały się z dala od innych. Wampiry były idealnymi istotami. Były szybsze, zręczniejsze, zwinniejsze i silniejsze od innych istot, ale mądre także były! Były do innych wrogo nastawione, jak też inni do nich. Varieel taka nie była. Była bardzo przyjazną boginią. Krasnoludy także miały o sobie wysokie mniemanie. Potrafiły świetnie walczyć toporami i używać młotów, dlatego wielu z nich jest kowalami. Niestety ich minusem było to, że nie potrafili posługiwać się bronią dystansową, no chyba, że procą... Były niskie, co było ich minusem, a także i plusem. Trolle były przyjazne dla wszystkich. Wiele miast prowadziło z nimi handel, ponieważ byli oni najlepszymi górnikami! W Ankelii zamieszkują wyspę, na której mają wiele kopalń, między innymi: kopalnię srebra, złota, miedzi, kryształu, rudy i innych. Orkowie w Ankelii mieszkają na wyspie wulkanu. Tam stworzył ich O'rkhę'd. Są oni rasą łupieżców, jak zresztą O'rkhę'd... Ludzie mają mieszane uczucia, tak jak Golan. Wywyższają się nad innymi rasami. Tak czy inaczej bogowie stworzyli ludy zamieszkujące Ankelię, bo tak nazwali nasz świat. Ten kontynent także został nazwany Ankelią, tak jak ten kraj. Na północy, na przykład mamy Ankarię, gdzie żyją głównie mroczne elfy. Ankaria znajduje się jeszcze na kontynencie Ankelii. No więc, wracając... Bogowie ucieszeni swym ''sukcesem'' weszli do portalu i pojawili się na Ziemi, tak nazwali Trzeci Świat Portalu. Zanim jednak to zrobili zabrali z Ankelii Kamień Portalu. Zastali na Ziemi gotowy, zaludniony świat. Zabrali z niego Kamień Portalu i poszli dalej...
I opowiadałaby dalej, gdyby nie doszli do ''wolnego miejsca''.
- Oto i miejsce na twój klasztor!- zakrzyknął Ązeb do Sereil'en.
- To tutaj mamy zbudować nasz klasztor?- Sereil'en zapytała Ązeba- Na tej ziemi?
Byli w górach, w sławnym Szóstgórzu. Miejscem na klasztor była dolina u podnóży gór.
- Tak- potwierdził Ązeb- Czy coś ci nie odpowiada?- dopytywał się król.
- Nie, nie... Wszystko jest w jak najlepszym porządku...- wymruczała serafia- Dziewczyny, chodźcie!- wezwała swe siostry Sereil'en.
Razem, czarami wybudowały wielki klasztor. Cała reszta, prócz Harrii, była zdziwiona. Sereil'en podeszła do Ązeba i rzekła:
- Oto i Klasztor Serafii, nasza anielska siedziba. Zawsze będziecie tu mile widziani. Tak samo jak i wy!- zwróciła się teraz do pozostałych, wśród których nie było już orków, mrocznych elfów i barbarzyńców, którzy odłączyli się od nich po bitwie.
- Jesteśmy wam niezmiernie wdzięczni!- zwrócił się do serafii Ązeb Wspaniały.
- Ta, jasne!- krzyknęła ironicznie Harria.
- Sza!- uciszył ją Ązeb- Kara i tak cię nie ominie, wampirzyco!- to ostatnie słowo wykrzyczał najgłośniej.- Tak...- po dłuższej chwili milczenia dopowiedział cicho ze smutkiem król- Zostaniesz ukarana...